Lato

… W brzuchu robi się ciepło i łaskocze…w głowie pojawiają się nieprzebrane przestrzenie …spokój w oddechu…i nieskończona radość…płynę…unoszę się na wodzie i zanurzam dla zabawy….czas nie istnieje…promienie słońca jakimś cudem mieszkają we mnie i chyba nawet już wiem jak to jest latać….  Lato.

Chcę …

Chcę wykorzystać każdy dzień, czuć wiatr we włosach, podróżować, odkrywać, poznawać, być świeżością, lekkością, wschodem i zachodem słońca, energią, ciepłem i rosą… Tego lata będę tym wszystkim… Lato to czas odnowy, czerpania z ziemi i chodzenia boso,  to mój czas … to Wasz czas. Pamiętajcie.

Przecież …

Przecież nic nas nie hamuje… co najwyżej sami siebie powstrzymujemy przed tym fenomenalnym doznaniem jakim jest każdy dzień.  W lecie jest łatwiej, przyjemniej, lżej. Można spać przy otwartym oknie i wdychać świeży tlen cały czas. Można poczuć jak bardzo jesteśmy związani z naturą i zajadać maliny prosto z krzaka. Można wziąć rower i jechać przed siebie i można nawet zmoknąć bez obawy. Leżeć na trawie i patrzeć w niebo, słuchać śpiewu ptaków, być lekkim…

Rowerem …

Jeśli  szukacie pomysłu na lato, mogę Wam polecić Prowansję rowerem. Jakiś czas temu pojechałam i była to jedna z najwspanialszych podróży w moim życiu. Francja jest mocno “rowerowa”. Posiada masę szlaków i jest urzekająco piękna. Jedynym moim zmartwieniem podczas planowania tej wyprawy były noclegi.

Ja bardzo lubię noclegi w drodze, fascynują mnie hoteliki, hostele, apartamenty, mieszkania … Jest to trochę jak odwiedzanie “innej bajki”. Czasem śpisz w pięknej, starej kamienicy z duszą…i z piwniczką pełną wina !!! a czasem na farmie ekologicznej i na obiad dostajesz od właściciela warzywa ciepłe od słońca, które możesz sobie sam przygotować na polowej kuchni !!! czasem bywa też, że śpisz w wiosce, w której mieszka szaman i koniecznością jest go odwiedzić, bo sam Cię zaprosił, a niekiedy bywa, że lądujesz (niemalże dosłownie) w nowoczesnym hotelu bez obsługi, wyglądem przypominającym statek Startreck, w którym wszystko jest na kartę magnetyczną, nawet wejście ( i jeśli zgubisz kartę…nie chcesz wiedzieć co dalej 😛 ) Bywa, też że najtańszą opcją jest prawosławny monastyr w górach z osiemnastego wieku, w którym na bank straszy. Mogłabym wymieniać bez końca najciekawsze noclegi….

Na internecie niestety nie ma zbyt wielu informacji o tanich campingach. Liczyłam się z tym, że 30 euro będzie standardem ( po 15 euro na głowę ) i nawet nie wiecie jak bardzo się myliłam !!!! Myślałam, że Francja to taki kraj, gdzie nie da się oszczędzać….a jednak ! Już pierwszej nocy okazało się, że namiot można rozbić w najpiękniejszych miejscach na trasie, za ok 5 euro od osoby ! To taniej chyba niż w Polsce.  Pola namiotowe Prowansji tak bardzo mnie zachwyciły, że każdego dnia tylko czekałam na niespodziankę wieczorem… gdzie dziś…aaaaaa w lesie, na podwórku tuż nieopodal klasycznego domu w stylu prowansalskim, oooo…na wprost  wielkiego pola lawendy !!!! iiiiiiiiiii z widokiem na Mont Ventoux… za 4 euro !!! nie do wiary !

lomo + kodak color 200

I can feel some pleasant heat in my stomach…indefinite prospects appear in my head…I am breathing comfortably ….I am floating on water surface…I dive for fun from time to time…but time doesn’t exist…sunbeams somehow live inside of me…and I even think taht I know how it is to fly… inspiration…it is a very powerful feeling…

 

Melancholia na Zakarpaciu

 

kodak portra 400 + pentax k 1000

   Cudnie dziwne uczucie

Wstaję rano….wychodzę przed dom powąchać powietrze. Lubię zapamiętywać jego zapach w różnych częściach świata, i o dziwo zwykle wiem z jakim miejscem kojarzy mi się ono potem. Nie jest jeszcze późno, ale już czuć spaloną słońcem ziemię. Wydaje mi się, że przeniosłam się w czasie. Podoba mi się ten stan, jest niby nowy, ale dobrze przecież znany. Cudnie dziwne uczucie kiedy w  środku tygodnia siadasz na rower i nie wiesz gdzie znajdziesz się wieczorem. Nie myślisz o zakupach na obiad, nie musisz prasować spódnicy i ledwo pamiętasz, by umyć zęby.

Wciągam kawę  (o tym nigdy jeszcze nie zapomniałam ) i jadę przez drogi po brzegi wypchane melancholią. Jadę, a właściwie jedziemy, ponieważ są ze mną też ci, którzy nawet nie mrugnęli okiem na moje mrzonki o Zakarpaciu. Przemierzamy bezdroża i cieszymy się jak dzieci. Czasem pijemy zimne piwo na schodach pod sklepem, czasem jemy lody i marszczymy nosy do słońca, czasem szukamy drogi, której  nie ma ani na mapie, ani nawet w świadomości miejscowych. Jedziemy w kurzu, deszczu, upale, pod wiatr, z górki, po torach, wśród krwiożerczych komarów, przez winnice, sady, pastwiska, dzielnice cygańskie, wzdłuż rzeki… I gdybyśmy tak jechali bez zawracania krajobraz zmieniałby się coraz bardziej. Mając przy sobie hamaki i paszporty moglibyśmy dojechać np. do Rumunii, potem do Bułgarii, a potem może do Turcji… moglibyśmy wybrać sobie kierunek jaki tylko by się nam zamarzył… Zmieniałyby się potrawy, rośliny, zwierzęta, pogoda, język…i my byśmy się zmieniali.

Najpiękniejsze w podróży rowerem jest kontakt z powietrzem, z samym sobą… z własnymi  słabościami i mocami. Można wietrzyć głowę i podziwiać świat. Niesamowite jest też to, jak mało tak naprawdę człowiekowi potrzeba… by przeżyć coś nad wyraz pięknego. Niezbędny jest głównie rower i chęci. Trochę pieniędzy… niewiele. Nawet pomysły na spędzanie czasu poza jazdą nie są zbytnio potrzebne, bo one zawsze, ale to zawsze same się znajdą. Pojawiają się w trakcie, w dużej ilości i jeszcze zwykle trzeba wybierać.

Jeśli kiedykolwiek będziecie narzekać na nicość, koniecznie zaplanujcie wietrzenie głowy. Może będziecie chcieli zrobić to na Zakarpaciu. Jest to tanie i idealne rozwiązanie. Nie zapomnijcie się przy tym spocić, zmęczyć, zmoknąć, wygrzać w słońcu, chłonąć świat, tak by wystarczyło na jakiś czas.