magdaemfoto

heaven on earth
Mar 03

 

ms022-2016-02-k015-001small

ms022-2016-02-k015-006small

ms022-2016-02-k015-024small

ms022-2016-02-k015-014small

ms022-2016-02-k015-025small

ms022-2016-02-k015-027small

ms022-2016-02-k016-010small

ms022-2016-02-k016-018small

ms022-2016-02-k016-020small

ms022-2016-02-k016-021small

ms022-2016-02-k016-024small

ms022-2016-02-k017-006small

ms022-2016-02-k017-008small

ms022-2016-02-k017-012small

ms022-2016-02-k017-014small

ms022-2016-02-k015-023small

ms022-2016-02-k015-010small

 

Chociaż w Indiach byłam już dwa razy… pojechałam i trzeci …. wszyscy pytali dlaczego znowu tam…przecież tyle już widziałam i czy nie będę się nudzić… wiedziałam, że nie będę i paradoksalnie odkrywam, że im częściej odwiedzam ten kraj …tym lepiej się tam czuję…nie ma co ukrywać, Indie nie są dla każdego…no nie są i już. Brud i tłok, upał i hałas, jedzenie ostre i hotele bardzo ubogie…karaluchy i komary … prysznic bierze się z wiaderka, a o ciepłej wodzie można pomarzyć …  no to po co ? sama siebie pytałam wiele razy dlaczego mnie tam ciągnie … tam nagle okazuje się kim jestem..i ja to lubię …bez wszystkich udogodnień, bez ładnych ubrań, bez kosmetyków, komputera….otoczona ludźmi, którzy lgną jak tylko mogą i pytają o wszystko … jestem człowiekiem i to człowieczeństwo mnie najbardziej  pociąga 🙂 Zawsze gdy wracam z Indii czuję, że dowiedziałam się o sobie i świecie tak dużo, że z żadnej książki bym się tyle nie dowiedziała … tamtejsze warunki zmuszają by być … być …mieć oczy otwarte  zawsze … trzeba trochę też walczyć, żeby przetrwać, trzeba się siebie nauczyć 🙂

Goa to balsam na duszę … Goa to nie Indie 🙂 Goa to raj na ziemi … tu można zapomnieć o Bożym Świecie … co niektórzy tak zrobili…i zostali tam na zawsze … kiedyś była to plaża hipisów ..lata 60te i 70te … dziś klimat pozostał… czasem turyści boją się co tam zastaną przybywając pierwszy raz… bo różnie piszą w przewodnikach o tych hipisach 🙂 Ale tam nie ma żadnej komuny … tam jest raj…

it’s time to go
Gru 19

 

 

_MG_0054small

 

Za każdym razem kiedy wyjeżdżam mam motyle w brzuchu… i mam tak od dziecka…od gnojka…pamiętam czasy kiedy spakowana byłam już 2 tygodnie przed wyjazdem … czekałam i odliczałam …i 2 tygodnie to był dla mnie szmat czasu… czym był dla mnie wyjazd wtedy… ? bardzo dobrze to pamiętam – odkrywaniem świata….jak ja tego pragnęłam… całym ciałem…każdą częścią mojego ciała…uwielbiałam słuchać jak gadają w innym języku….angielski, francuski,niemiecki, włoski, hiszpański… Boże to była dla mnie ekstaza…czysta… świat…inny zapach mydła, inne śniadania, inne światło słońca, inna muzyka…inny zapach wiatru….inni ludzie…inaczej ubrani…uśmiechnięci….bardziej otwarci…chyba na nic nigdy w życiu tak nie czekałam jak na podróże. Mam wrażenie, że z roku na rok coraz bardziej czekam i potrzebuję…Zmienia się mój światopogląd…widzę rzeczy o których bym nawet nie śniła…odnajduję siebie w sytuacjach niecodziennych … it is time to go….soon …